Po raz kolejny spojrzała w lustro. Dalej nie rozumiała, jakim cudem znalazła się w swojej komnacie w księżycowym pałacu, w sukni kapiącej złotem i perłami i otoczeniem, które patrzy się na nią jak na wariatkę. Nie było Seyi, dzieciaków i tej pozornej beztroski, która ich otaczała. Był za to pośpiech, popłoch i zdziwione spojrzenia ilekroć poprawiała swoje imię. Jakiś czas po bitwie z Saphirem ustalono, że nie będzie Margaretą, wolała być Usagi. W skrócie Usa. Teraz jednak każdy nazywał ją tym znienawidzonym imieniem. Jedyny trop stanowił kluczyk w jej dłoni. Dziwny kluczyk, dziurkę miał wysadzaną drobnymi czerwono-fioletowymi kamykami, sam zaś przypominał literę K.Nie miała pojęcia, skąd wziął się w jej dłoniach. Wiedziała, że są dwie osoby, które mogą ją "oświecić", do czego ten klucz służy i skąd właściwie wziął się w jej dłoni. Niestety, Setsuna była poza zasięgiem, a do Lily z jakiegoś powodu nie chcieli jej dopuścić...
Wykorzystała chwilę, kiedy Berberis wyszła. Od razu rozpuściła odango u uczesała włosy w prosty warkocz. Nie chciała prosić i tłumaczyć. Wiedziała, że to miał być ostatni raz, kiedy świat ją widzi w tej fryzurze. Jednak nie po to zbuntowała się w wieku lat sześciu, żeby teraz robić coś wbrew sobie. Prosty dobierany warkocz z lewej na prawą stronę, opadający na ramię. Jej ulubiona fryzura. I niech z tym robią, co chcą. Na szczęście Dea i Ignis spojrzały ze zrozumieniem. Ubrały ją w jej ulubioną Suknię. Tą skromną, ozdobioną tylko sznurkami pereł. Czuła się gotowa. Berberis jednak uważała inaczej. Delikatną perłową opaskę, warkocz i rękawko ozdobiła drobnymi czerwonymi różyczkami. Teraz była gotowa. Rozejrzała się po komnacie. Byli tam wszyscy poza Margaretą. Takie były zasady. W momencie jej ślubu, Margareta miała oficjalnie stać się "pierwszą po królowej". Nie mogły się zobaczyć. Objęła spojrzeniem matkę, kuzynki i wojowniczki, które towarzyszyły jej od zawsze. Wszystkie w jakiś sposób płakały. Wiedziała, że nie może tego przedłużać. Szepnęła ciche słowa pożegnania, skupiła myśli. Złoty blask z jej pierścienia przeniósł ją wprost do Elisionu. Ze smutkiem pomyślała, że już nigdy ich nie zobaczyt. Od tej pory jej życie będzie dla nich tajemnicą. Podeszła do stopni prowadzących do świątyni. Czekał tam na nią Endymion. Uśmiechnęli się, kiedy podarował jej czerwoną różę. Złapali się za ręce i ruszyli ku nowemu życiu.





.jpg)
